sobota, 15 czerwca 2019

NOWY BLOG

JAK MNIE TUTAJ DAWNO NIE BYŁO!

Moi drodzy (o ile ktoś jeszcze o mnie tutaj pamięta) od jakiegoś czasu może znaleźć mnie na innym blogu 

Zapraszam Was wszystkich właśnie tam - nowa tematyka, nowa odsłona.
NOWA JA.

P.S. Ten blog za jakiś czas zostanie usunięty, więc tym bardziej zapraszam Was na nową stronę. 

poniedziałek, 9 listopada 2015

Gena Showalter - Alicja w krainie zombi

Autor: Gena Showalter
Tytuł: Alicja w krainie zombi 
Wydawnictwo: HarperCollins
Opis książki: "Żałuję, że nie mogę się cofnąć w czasie i postąpić inaczej w wielu sprawach. Powiedziałabym swojej siostrze: nie. Nigdy nie błagałabym matki, by porozmawiała z ojcem. Zasznurowałabym usta i przełknęła te nienawistne słowa. Albo chociaż uściskałabym siostrę, mamę i tatę po raz ostatni. Powiedziałabym, że ich kocham. Żałuję... tak, żałuję". Jej ojciec miał rację. Potwory istnieją…
Ocena: 5/6

Nie trudno zauważyć, że ostatnio wybieram cegły do czytania a nie kklasyczne, małe poczytajki. Do "Alicji w Krainie zombi" zasiadłam z dużą rezerwą. No bo jak - klasyka gatunku, wszystkim znana książka, wszystkim znany film, może zostać pomieszany z...zombie. Pamiętam jak za dzieciaka bardzo chciałam spotkać Szalonego Kapelusznika, pobiec za królikiem i przenieść się do bajkowej krainy. Niestety dorosłam i w tej chwili musi mi wystarczyć darmowy cyrk jakim jest nowy polski skład "rządu". Ehhh....Ale wracając do tematu - przeczytałam, pokochałam i czekam na kolejne części. Obok tak pokręconej historii nie da się przejść obojętnie. 

Zakaz wychodzenia przed zmrokiem. Kategoryczny zakaz wychodzenia po zmroku. Spacer nocą? Nigdy w życiu. Takie zasady musiała przyjąć główna bohaterka opowiadania - Alicja. Na pozór zwykła rodzina, miała swój słaby punkt w postaci ojca dziewczyny. Fanatyk potworów, umarłych, truposzy i innych stworów uchodził za świra. Nikt nie brał go na poważnie. A szkoda. Kiedy w dniu szesnastych urodzin Al traci rodziców i siostrę w wypadku samochodowym świat ulega zmianie. Tym bardziej, że widziała jak "coś" zjada ciała jej najbliższych. Po długim pobycie w szpitalu trafia do dziadków i zaczyna pojmować, że historie opowiadane przez ojca wcale nie są bajkami. A to dopiero początek. Wcześniejsze szkolenia do walki z zombie będą mogły się teraz przydać. Łącząc siły z pewnym przystojniakiem rusza w podróż by pomścić rodzinę. 

Uwielbiam Gene - jej kolejna seria "Kroniki białego królika" jest praktycznie tak samo dobra, jak nie lepsza od "Władców podziemi". Autorka postawiła wszystko na jedną kartę i w dobie nowego gatunku paranormal romance zmiksowała klasykę z nowoczesnością. I wyszło jej to rewelacyjnie. Czekam aż dostarczą mi dwie kolejne część bo wciąż czuję niedosyt i napięcie co będzie dalej z Alicją i...jej życiem. 

Powieści o zombie nie jest za dużo, nie oszukujmy się. Rządzą wampiry, wilkołaki i od jakiegoś czasu - anioły. Temat nieumarłych jest świeży (żenujący żart sytuacyjny) i z dużym potencjałem. Cieszę się, że Showalter do granic możliwości wyciska go i tworzy nowy, oryginalny i nie do podrobienia świat w którym zombi to nowa rasa wśród ludzi. Nie są to bezmyślne stwory które jedyne co robią to pożerają żywych i mówią "Aaagrrr...". Mają własną historię. 

Książka została napisana prostym i zrozumiałym językiem. Typowym dla Geny stylem: napięcie-emocje-akcja-humor. Czysty misz masz który nie powoduje zawrotów głowy, a prowadzi jednym torem czytelnika od początku do końca. Czyta się bardzo szybko i bardzo przyjemnie. Historia miłosna jest konkretna i jedynie jako dodatek wpleciona w akcje (dzięki Bogu to nie masło maślane). Bohaterowie plastyczni, aczkolwiek ciężko mi było się jednoznacznie i stabilnie z kimś utożsamić. Druk bezbłędny, widoczny i klarowny. Okładka oddająca klimat opowieści. 

Tyle o plusach. Minus jest tylko jeden - za mało mi nawiązania do oryginału. Cieszę się, że autorka obrała własną ścieżkę i nie zerżnęła żywcem z oryginału ale gdzieś między rozdziałami brakowało mi tego czaru prawdziwej Alicji w krainie czarów. 

Czy polecam? Oj tak. Czy się rozczarowałam? Oj nie. Ta książka jest u mnie wysoko postawiona i mam nadzieję, że dwie kolejne części będą tak samo dobre jak ta. I chociaż na zawsze będę fanką wampirów to jednak "Alicja w krainie zombi" uplasowała u mnie umarlaków w pierwszej piątce paranormalnych zjawisk. Kto wie - może tą historię wykorzystam do pracy licencjackiej?
Gdyby ktoś mi powiedział,że całe moje życie zmieni się między jednym uderzeniem serca a drugim,parsknęłabym śmiechem.Od szczęścia i tragedii,od niewinności do upadku?Żarty.Ale tyle wystarczyło.Jedno uderzenie serca.Mgnienie oka,oddech,sekunda-i wszystko co znałam i kochałam zniknęło.

Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa HarperCollins za co serdecznie dziękuję.

wtorek, 27 października 2015

Albert Wass - Czarownica z Funtinel

Autor: Albert Wass
Tytuł: Czarownica z Funtinel
Wydawnictwo: Świat Książki
Opis książki: Opowieść o losie cudownego dziecka natury, ukazana na tle przepięknie opisanej przyrody Siedmiogrodu. Poznajemy ją jako dwunastolatkę, pozostawioną samą sobie po aresztowaniu ojca. Mimo zmagań z głodem, chłodem i samotnym życiem pośród dzikiej przyrody. Nuca wyrasta na silną kobietę, która wzbudza pożądanie mężczyzn. 
Ocena: 5,5/6

Są książki które bierzesz do ręki i masz wrażenie, że mogą zabić. Nie tylko za sprawą ciężkości, ale także historii jakie skrywają. "Czarownica z Funtinel" właśnie do takich należy. Opasłe tomiszcze które mogłoby idealnie sprawdzić się w roli narzędzia zbrodni to powieść którą musi przeczytać każdy fan fantastyki z romansem w tle. 

Nuca to na pozór zwyczajna dziewczyna po przejściach. Poznajemy ją kiedy ma 12 lat, a jej ojca aresztują za spowodowanie zabójstwa. Wyrok - 9 lat. Zamieszkująca Siedmiogród Nuca, musi od tej pory radzić sobie sama. W oddalonej od wioski chacie przeistacza się w silną i piękną kobietę. I chociaż mogła liczyć na pomoc, jej charakter ukształtował się tak by to ona sama dbała o swoją przyszłość. Sprawy komplikują się kiedy dziewczyna odkrywa w sobie przeklęty dar.

Wybaczcie okrojoną wersję fabuły ale nie chcę robić spojlerów tym którzy jej jeszcze nie czytali. Sama żałuję, że tak wiele zdradza okładka książki i sama recenzja dlatego postanowiłam główne wątki pominąć. Każdy powinien odkrywać historię sam. A naprawdę jest co wertować. 870 stron, trzy części:
 "Dziewczyna znad potoku Urszu”, „Chata na hali Komarnyik” i wreszcieCzarownica z Funtinel”. I to wszystko w jednym egzemplarzu. Robi wrażenie, prawda? 

Dawno nie czytałam fantastyki, bardzo dawno. Tym bardziej miałam obawy czy odnajdę się w Siedmiogrodzie. Niepotrzebnie. To co serwuje nam Wass to poezja. Najczystsza, najdelikatniejsza poezja. Na momencie przenosimy się w górskie klimaty, czujemy zapach trawy i zimne powietrze na policzkach. Plastyczny język niemal namacalnie pozwala nam być tam gdzie Nuca i przeżywać z nią wzloty i upadki. A jest ich wiele. Nie wiem czy nie za wiele. Książka jest problematyczna, porusza w dalszych częściach wiele kwestii z jakimi boryka się współczesny świat. Ci co są empatyczni mogą odczuć przygnębienie a nawet smutek na kilka dni. Dlatego ostrzegam - to opowieść dla silnych osób. Tak silnych jak główna bohaterka. 

W "Czarownicy z Funtinel" nie znajdziemy zabójczej akcji, przeskoków fabuły czy grozy. Ale to plus. To nowela, literatura piękna i obyczajowa. Fantastyka i mały romans to tylko nikły element i tło które w połączeniu z warsztatem pisarskim Alberta tworzą spójną całość. Brakowało mi tego oderwania się od rzeczywistości. I chociaż byłam skonfundowana po przeczytaniu jej, to nie żałuję.

Język jak już wspomniałam - plastyczny. Styl - lekki z nutą nonszalancji. Wprawna ręka - do tej pory się dziwię, że to pierwsza książka Wassa. Jeśli kiedykolwiek coś znów stworzy, poprzeczkę postawił sobie wysoko. Pokochałam bohaterkę, fabułę. Jej świat stał się moim światem. To rzadko kiedy się zdarza, by czytelnik mógł wczuć się na 100% w daną powieść. Jest to literatura tzw. niezobowiązująca, więc dalszych części nie ma.

Świat Książki to wydawnictwo z którego zawsze jestem zadowolona. Skromna ale adekwatna do treści oprawa graficzna, zero błędów, poprawny druk na szarym papierze. Jedynie za dużo jest zdradzone z tyłu okładki. Więcej wad nie widzę.

Czy polecam? Tak, tak, tak i jeszcze raz tak. Jeśli ktoś z was jeszcze nie czytał "Czarownicy z Funtinel" musi to jak najszybciej nadrobić. To takie must read i hust have u każdego fana literatury współczesno-pięknej. Skoro ja dałam się porwać, wy tym bardziej musicie. Szkoda, że ja tę przygodę mam już za sobą. 


Książki przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Świat Książki za co serdecznie dziękuję.

poniedziałek, 26 października 2015

Elsa Flint, Graham Meadows - Pies. Poradnik opiekuna

Autor: Elsa Flint, Graham Meadows
Tytuł: Poradnik opiekuna. Pies
Wydawnictwo: RM
Opis książki: 
Praktyczny, nowoczesny i bogato ilustrowany " Pies. Poradnik opiekuna" porusza podstawowe tematy związane z hodowlą psów, w tym: udomowienie i kształtowanie się różnych ras, wprowadzenie psa do domu, żywienie czworonoga oraz opieka nad starszym osobnikiem. Opatrzony kolorowymi zdjęciami rozdział o rasach prezentuje 24 najpopularniejsze w Wielkiej Brytanii rasy psów, omawia ich pochodzenie, wygląd oraz cechy charakterologiczne. Poradnik zawiera również ilustrowany opis podstawowego szkolenia. 
Ocena: 4-/6


Jak większość z was wie, psy to moja słabość. Kocham bezgranicznie i wielbię od zawsze. Zdrowie i wychowanie moich pociech jest dla mnie najważniejsze, więc oprócz typowych książek dla rozrywki na mojej półce można znaleźć takie oto cuda jak na przykład "Poradnik opiekuna". I chociaż to książka o wszystkim i o niczym, była pierwszą jaką zakupiłam. 

Na początku muszę zaznaczyć, że posiadam tylko wydanie pierwsze i to do niego będzie odnosić się moja opinia. Drugiego nie kupowałam, gdyż oprócz dodania kilku nowych ras psów oraz ciekawostek i poprawy błędów - nic nowego tam nie ma.

Dwóch autorów, 192 strony i temat rzeka. Rozległy jak stąd do Ameryki. Niestety w tym wypadku sprawdza się przysłowie "co za dużo to nie zdrowo". "Pies. Poradnik opiekuna" to książka mówiąca o pielęgnacji, zdrowiu i żywieniu psa od szczeniaka po dorosły a nawet emerytalny wiek. Kompendium wiedzy w pigułce. I to małej. Bo w tak szerokich kwestiach nie da się napisać tyle ile by się chciało. Efektem jest ogólnikowy i bardzo uproszczony poradniczek do torebki który na pewno jest idealny dla osób które dopiero myślą nad przygarnięciem psa. 

Nie jestem zwolenniczką wkładania wszystkiego do jednego worka, więc już na początku wiedziałam, że żeby dokształcić się bardziej będę musiała zakupić jeszcze nie jedną książkę. Tak też było. Ani Elsa ani Graham wprawdzie mnie nie zachwycili, ale zaskoczyli fachową oprawą tematów. W postaci tabel "objawy-przyczyny-postępowanie" ukazali szereg chorób na jakie może popaś psiak, jak je rozpoznać i co robić. Na początku wydawało mi się to śmieszne bo jak coś się dzieje to idę do weta, ale kiedy np. jest noc czy chociażby jesteśmy na wyjeździe - taka wiedza może pomóc nam w zadbaniu o naszego pupila. To chyba największy plus tej książki. A skoro jesteśmy przy plus to kolejnym jest prosty i zrozumiał język. Bez medycznej terminologii, skomplikowanych słów. Trafiający do każdego, przez co książkę czyta się szybko i bardzo przyjemnie. Podoba mi się też szata graficzna - zero kombinacji, czarno na białym wiemy o co chodzi.

Przejdźmy do wad. Jak wspomniałam - za dużo spraw do omówienia, za mało stron i wiedzy. Okrojona rubryka ras psów również bardzo mnie zawiodła - spodziewałam się czegoś więcej. Niepotrzebne tematy odnośnie porodów i rozmnażania - to nie poradnik dla hodowcy a dla zwykłego Kowalskiego który chce mieć pieska na kolanka czy koło domu by bronił posesji. Więcej grzechów nie pamiętam, autorom wybaczam ale liczę na poprawę.

Mała, poręczna książka. Do przeczytania raz od deski do deski, później - tylko w nagłych wypadkach. Ja, jako osoba posiadająca dwa psy uważam, że "Pies.Poradnik opiekuna" powinien znaleźć się na półce każdego kto ma czworonożnego przyjaciela. W końcu nikt nie zadba o ich zdrowie jak my, właściciele. I chociaż twórcy świetnie się spisali przy tworzeniu tej książki (nie da się odczuć przeskoków z autora na autora) to radzę im by w przyszłości wydali kilka - ale objętych szeroką wiedzą, książek które zaskoczą czytelnika i pozwolą mu fachowo i odpowiedzialnie zająć się swoim psem. 

środa, 21 października 2015

To ja, żyję i mam się dobrze.

Witam,

Dziwnie, prawda? Po prawie dwóch latach zjawiam się na blogu jak widmo. Niestety dopiero od niedawna mam pełny dostęp i chwilę czasu na to by pokrótce wyjaśnić wam co się stało.

Żyję i mam się dobrze. Studiuję - w tej chwili jestem na 3 roku dziennikarstwa i komunikacji społecznej ze specjalizacją na public relations i reklamę. Mieszam w Poznaniu, żyje mi się dobrze i jak zwykle mam brak czasu na wszystko. Żałuję, że doba nie ma przynajmniej 48 godzin. 

Przez ponad rok mój blog był zawieszony z powodu włamania. Zostało zmienione na nim wszystko począwszy od hasła a skończywszy na usunięciu maila. Udało mi się to odzyskać, dojść do ładu i składu - sprawcy do tej pory nie znam i chyba nigdy nie poznam. 

Nie pisałam, bo...cóż...pochłonęło mnie później życie. Proza życia. Obowiązki praktycznie dorosłej już osoby. Dom, studia, praca, praktyki. Niestety nie da się  być wieczną nastolatką która siedzi z nosem w książkach i ma wszystko gdzieś. A szkoda...

Czy wrócę? Tak, ale nie w takich ramach czasowych jak kiedyś. Raz an tydzień powinna ukazać się jakaś recenzja - mam ich trochę napisanych więc mogę coś wrzucić. Mam nadzieję, że zaglądnięcie - ja o Was wciąż pamiętam. 

W tej chwili możecie mnie znaleźć na portalu www.tojakobieta.pl gdzie piszę artykuł na każdy temat. Po prostu szukam siebie. Linki do przykładowych prac znajdziecie na końcu postu. 

Co do książek jestem na bieżąco w nowościach. Nie zmieniłam swoich upodobań. Nadal kocham czytać i pisać. W tej chwili sprawdzam siebie na nowych płaszczyznach. Testuje, eksperymentuje. I nawet nieźle mi to wychodzi. 

Kiedyś mówiłam, że nie pozwolę na to by mój blog został zwieszony. Umarł śmiercią naturalną bez spraw wyjaśnienia. Jak widać życie pisze różne scenariusze. Ponoć jak chcesz rozśmieszyć Boga opowiedz mu o swoich planach. 

Odwiedzam Was - tych których mam w obserwowanych. Ci którzy są nowi - podajcie swoje nazwy bloga w komentarzach. 

To chyba tyle. Niedługo odświeżę wygląd, uaktualnię informacje i wrócę do blogsfery. 

Tymczasem trzymajcie się cieplutko i do przeczytania. 

A tutaj urzęduje:


Strona fb portalu:

czwartek, 16 października 2014

Libba Bray - Magiczny krąg (trylogia)

Autor: Libba Bray
Tytuł: Mroczny sekret, Zbuntowane Anioły, Studnia Wieczności
Wydawnictwo: Publicat/Dolnośląskie
Opis książki: Wspaniały portret epoki wiktoriańskiej, pełen szeleszczących spódnic, tańczących cieni i niebezpieczeństw czyhających w nocy. Niepokojący klimat, aura tajemniczości. Gemma Doyle to osóbka uparta i przekorna. Ma 16 lat, kiedy trafia do londyńskiej Akademii Spence po tragedii, która spotyka jej rodzinę w Indiach. Jest samotna, dręczy ją poczucie winy i nękają ponure wizje przyszłości.

Na trylogię Libby Bray polowałam bardzo długo. Kiedy tylko miałam ją już w swoich łapkach coś musiało stawać na przeszkodzie i raz za razem ją odkładałam. Jednak jak mówi przysłowie: co się odwlecze to nie uciecze, nadeszła ta chwila kiedy to jednym tchem pochłonęłam wszystkie trzy książki. Jakie są moje wrażenia? Bardzo pozytywne.

UWAGA - SPOILERY!
XVII wiek, Anglia. To właśnie tutaj będą rozgrywać się najważniejsze przygody 16 letniej Gemmy Doyle, która po tajemniczej śmierci matki spełnia swoje marzenia i przenosi się do Londynu by zacząć naukę w prestiżowej Akademi Spence. Była mieszkanka Indii by wpasować się w otoczenie zaprzyjaźnia się z najbardziej okrutnymi i nieprzyjemnymi (ale wpływowymi) dziewczynami oraz z współlokatorką. Wraz z nimi odrywa w sobie umiejętności które przenoszą ją do Międzyświata – baśniowej krainy w której spotyka swoją mamę. Jednak szczęście nie trwa długo. Pewne wydarzenie sprawia, że świat marzeń może zostać na zawsze zamknięty. Kim jest i czego chce od Gemm o rok starszy chłopak? Jakie niebezpieczeństwa niosą podróże do Międzyświata? I najważniejsze – czy dziewczyna wreszcie odnajdzie swoje miejsce na ziemi? Tak właśnie kończy się „Mroczny sekret” a „Zbuntowane Anioły” rozpoczynamy feriami świątecznymi. Gemma wraz z przyjaciółmi jedzie do Londyny by odpocząć od ostatnich wydarzeń. Baluje, flirtuje i…miewa wizje, w której trzy kobiety w bieli przeżyły tragedię. By rozwiązać zagadkę bohaterowie muszą ponownie wyruszyć do Międzyświata który nie jest już taki jak przedtem. By wypełnić swoje przeznaczenie dziewczyna musi jeszcze stanąć twarzą w twarz ze swoim wrogiem – Kirke. Jednak odnalezienie jej nie jest proste. Ponownie zaczyna się walka i przygoda ze złem. Czy i w tym starciu Gemma odniesie sukces? W ostatnim tomie „Studnia wieczności” Gemma świętuje swoje zwycięstwo nad siłami ciemności. Przygotowuje się na ukończenie szkoły i występ przed samą królową. Jednak nadal męczą ją wizje. Co rusz rodzą się pytania, na które nie ma odpowiedzi a walka w Międzyświecie niemalże nie ma końca. W ostatecznym rozrachunku to właśnie Ona będzie musiała zadecydować do którego świata chce należeć i co będzie najlepsze nie tylko dla niej, ale i dla jej najbliższych.
 
Przez długi czas nie zabierałam się za jakiekolwiek książki „częściówki”. By odświeżyć sobie i przedłużyć przygodę, wybór padł właśnie na „Magiczny krąg” i powiem szczerze – był to strzał w dziesiątkę. Już od bardzo, bardzo dawna nie trafiłam na tak fenomenalną trylogię. Wciągająca, elektryzująca, tajemnicza – taka jest właśnie twórczość Libby Bray.

Mroczny sekret” pierwszy tom wciągnął mnie już od pierwszych stron. Niesamowicie dobrze nakreślona fabuła (z pomysłem i rozmachem) przenosi czytelnika do całkiem innego świata. Balowe suknie, ciasno spięte włosy, niecodzienny makijaż ahhh….można się całkowicie i bez pamięci zakochać w XVII wiecznej Anglii. Dodając do tego zniewalający Międzyświat w bardzo plastycznej i wyrazistej oprawie, otrzymujemy książkę z najwyższej półki nie tylko pod względem pisarskim ale i technicznym.

Bardzo polubiłam główną bohaterkę. Gemma jest na swój sposób bardzo podobna do mnie. Z natury pyskata buntowniczka ale też wrażliwa i delikatna młoda kobiet dla której nie ma rzeczy niemożliwych zdobywa sympatię czytelnika już od razu.. W pewnym sensie w każdym z bohaterów odnalazłam cząstkę siebie – co za tym idzie, przez 3 tomy bardzo się przywiązałam do całej ferajny. Aż żal było mi kończyć tę serię.

Coś co zaskoczyło mnie dopiero po „Zbuntowanych aniołach” czyli drugim tomie, to to że książka nie jest przesycona cukierkowatością. Za przeproszeniem nie rzygamy tęczą bo żeśmy się szczęścia nażarli tylko na każdy wątek czy to miłosny czy przyjacielski czekamy z napięciem, utęsknieniem i uśmiechem na ustach. Wszystko dawkowane jest z rozmysłem przez co książki jeszcze bardziej zyskują na wartości.

Magiczny krąg” trylogia Libby Bray jest absolutnie czarująca, której nie da się tak po prostu zapomnieć. Znajdziemy w niej humor, wątek miłosny, akcje trzymające w napięciu oraz tajemnice, które będą ujawniane stopniowo. Język jest prosty ale klimatyczny, styl lekki, swobodny. Do tego piękne wydanie, przyciągające oczy okładki i bezbłędny druk – no czy można chcieć więcej.

Osobiście polecam każdemu kto szuka mocnych wrażeń, chwil całkowitego zapomnienia i książek najwyższej klasy. Moim skromnym zdaniem twórczość Libby Bray zasługuje na ogromne wyróżnienie, gdyż jej powieści są świeże i nowe, wnoszą w świat literatury oryginalność i wyjątkowość. Jeśli jeszcze nie czytaliście – na co czekacie? Bierzcie się za nadrabianie zaległości.

Ocena całej trylogii: 6/6

Książki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Publicat za co serdecznie dziękuję.

sobota, 23 listopada 2013

Cholerna technologia...czyli przerwa techniczna

Witam,

Jak już każdy z was zauważył od dłuższego czasu nie pojawiają się żadne recenzje - ubolewam nad tym strasznie, ale nie mam dostępu do odpowiedniego sprzętu na którym mogłabym pracować. Mojego ukochanego laptopa szlak trafił, a tablet i telefon to nie są odpowiednie urządzenia na których umiem spokojnie i bez nerwów pracować. 
Wszystkie recenzje jakie dotychczas napisałam straciłam, teraz posłuchuję się długopisem i zeszytem, gdyż kiedy tylko przywrócone zostanie mi moje "cudo" od razu zabieram się za nadrabianie zaległości.
Czekajcie cierpliwie gdyż w przyszłym tygodniu zamierzam wrócić.

Pozdrawiam ciepło
Larysa

wtorek, 22 października 2013

A teraz całkiem z innej strony...oszuści, wszędzie oszuści...

Witam Was,

Dzisiaj chciałabym poświęcić swój tekst w całkiem innej kategorii. Nie, nie będzie recenzji filmu/płyt muzycznych czy choćby mojego pitolenia. Nie. Dzisiaj chciałabym poruszyć bardzo ważną kwestię jaką są oszuści w sieci, a uogólniając - firmy które są bandą złodziei i naciągaczy, żerujący na naiwności nieświadomych niczego młodych (i nie tylko) osób.

Z racji tego, że nie mogę podać nazwy firmy (oczywiście, pewnie zostałabym za chwilę pociągnięta do odpowiedzialności, nałożone zostałby kary bo szkodzę "dobremu" mieniu firmy) dlatego będę starała się naprowadzić Was na odpowiednią drogę. Ale do rzeczy.

Tydzień temu zaczęłam aktywnie poszukiwać pracy i znalazłam ofertę która najbardziej mi odpowiadała. Praca miała polegać na pracy przy dokumentach, odpisywaniu na maile, umawianiu spotkań i rekrutacji osób. Miała mieć elastyczny czas pracy i dogodne godziny. Nie czekając zbyt długo wysłałam maila z potrzebnymi dokumentami i czekałam na rozpatrzenie. Po 2 dniach otrzymałam maila z wiadomością, że przeszłam pozytywnie proces rekrutacji i zapraszają mnie na rozmowę kwalifikacyjną. Oczywiście, uradowana bo w końcu będzie jakiś dochód na przysłowiowe waciki (a wiadomo, życie studenta ciężkie) jak na skrzydłach frunęłam na ową pogadankę. Wtedy jeszcze nawet nie wiedziałam w jakie bagno się pakuję.

Biuro "firmy" zrobiło na mnie pozytywne wrażenie, ludzie wokół - również. Myślę: "No to mi się trafiło.". Zostałam zaproszona do gabinetu, przedstawiona i się zaczęło. Pierwsze pytanie: o sobie (to zaczynam się produkować) zwrot akcji - pani rekrutantka mówi o całej korporacji. Wszystko pięknie ładnie, pozwolę sobie mniej więcej zacytować kwestię:
"W Polsce firma działa od 21 lat, ma duże doświadczenie na rynku pracy, a od niecałego roku prosperuje również w Po***. Jej celem jest wspomaganie młodych ludzi, wprowadzenie ich w branżę itp. Wysokie dochody jakie firma umożliwia to 1600 zł miesięcznie i możliwość wspięcia się na wyższy szczebel kariery....i tak dalej i tak dalej."
Myślę sobie: "Nie jest źle, zapowiada się ciekawie i to bardzo." Na pytanie: Czy jestem zainteresowana pracą, machinalnie odpowiadam, że tak - bo w końcu kto by odmówił. Uśmiechnięta pani podaje mi arkusz i mówi, że muszę wypełnić WSTĘPNIE ANKIETĘ OSOBOWĄ która pozwoli na lepsze poznanie mojej osoby, zbierze dane do przygotowania umowy, którą otrzymam po szkoleniu które odbędzie się w niedziele. Niewiele myśląc chwyciłam za długopis i wypełniłam ankietę, złożyłam podpis. Dostałam numer i czekałam na szkolenie. I jak na złość zapomniałam sprawdzić w internecie co o tej firmie sądzą inni...a szkoda, wielka szkoda.

Niedziela nadeszła bardzo szybko. Wstałam rano i pojechałam na szkolenie. A tam...ZONK. Mina typu: Are you fu*king... , Poker Face itd. Pierwsza myśl: co to kur*wa ma być, moim zdaniem miało być siedzenie i prowadzenie dokumentów, a nie...latanie i podpisywanie umów na ubezpieczenia z innymi ludźmi. Gdzie "podpisywanie" biorę w dużą rezerwę...powinnam to nazwać - wciskaniem im tego czego sama nigdy w życiu bym nie podpisała. Mało tego, jakie 1600 zł. - tutaj mamy typową PIRAMIDĘ budowania pozycji i wynagrodzenia (pozwolę sobie pominąć co to jest, ale wydaje mi się, że w większości każdy wie, ewentualnie google pomogą). Praca przysłowiowego akwizytora/doradcy. Ale ok, dotrwałam do końca szkolenia, a na drugi dzień zostałam umówiona na spotkanie w sprawie dokończenia formalności. Zdenerwowana, zestresowana czekałam na dzień kolejny...a w nim...kolejne rewelacje.

W podziałek, czyli wczoraj wpadłam do biura z nastawieniem lekko mówiąc nieciekawym, ale spokojnie czekałam na moją kolej. Żal mi było osób które tak jak ja wcześniej, wychodziły i wchodziły w sprawie pracy z wyrazem twarzy i myślą: Kurczę, złapałam pana Boga za nogi, z poszczególnych pomieszczeń. Wreszcie się doczekałam. Grzecznie jak kultura wymaga przywitałam się, usiadłam i zaczęłam zadawać pytania...i co się okazało? Że muszę zbudować grupę osób które podpiszą umowę jakąś z której ja będę miała zysk, i tak dalej i tak dalej...mało tego. Na dzień dobry pani w uprzejmy sposób czyt. wręcz kategoryczną siłą chciała wcisnąć mi pierwszą umowę o ubezpieczenie na życie którą miałam podpisać sama ze sobą - bo w końcu kto zadba o moją emeryturę jak nie ja sama. Po pół godzinnej wymianie zdań typu: nie, nie chcę, nie nie podpiszę, nie nikt z rodziny też nie, nie nie znajomi też nie, no mówię, że nie....pani dała mi czas do namysłu do środy. Chociaż wiedziałam, że tego nie podpiszę powiedziałam jej, że nie jestem pewna czy to praca dla mnie i chcę się zastanowić zanim podpisze umowę...kolejny ZONK...okazało się, że ANKIETA którą podpisałam + dokumenty o ochronie danych to nic innego jak właśnie UMOWA. Zbladłam, padłam, nieżyłam...na trzęsących się nogach wyszłam z biura, mając nadzieję, że Bóg wysłucha moich modlitw o to by był łaskawy dla mojej głupoty, idiotyzmowi i naiwności i jakoś mnie z tego wyplątał. Nieprzespana noc przyniosła kolejny dzień...dzisiejszy.

Z odsieczą przyszła mi cała rodzina która kiedy dowiedziała się, że moim planem było pracować w firmie która ma w nazwie pierwszą literę "O" doradziła mi co robić. Dzięki wsparciu ich (głównie prawnym i psychicznym) zadzwoniłam i jednym tchem powiedziałam, że chcę zrezygnować z tego, z tej całej pożal się Boże pracy. Na szczęście (nie wiem czy tylko moje i mojej gadaniny, mam nadzieję, że nie jestem osamotniona w tym wyplątaniu się) nie było problemu. Jako iż pracy nie zaczęłam jutro jadę złożyć wypowiedzenie umowy i raz na zawsze zamykam rozdział z tą anomalią.

Tak więc kochani. UWAŻAJCIE, UWAŻAJCIE NA NACIĄGACZY, KRĘTACZY I OSZUSTÓW. Wierzyć mi się nie chce, że ja jako osoba naprawdę podejrzliwa, sprawdzająca wszystko a co najważniejsze czujna dałam się wciągnąć - na szczęście tylko w pierwsze etapy - takie kołchozu. Treść ogłoszenia zazwyczaj jest zawsze taka sama:
Firma z długoletnim doświadczeniem działająca na rynku europejskim z siedzibą w Poznaniu zatrudni osobę na stanowisku specjalisty ds. rekrutacji.
Praca polega na przeprowadzaniu procesu rekrutacji tzn.: weryfikowaniu dokumentów, zamieszczaniu ogłoszeń, odpowiadaniu na maile, oraz odbieraniu telefonów.
Proponujemy elastyczny czas pracy: minimum 2 razy w tygodniu po ok. 2,3 godziny w biurze. Niektóre obowiązki wykonuje się w domu.
Oferujemy : Bezpłatny pakiet szkoleń i pracę w miłym towarzystwie.
Wynagrodzenie: 1600 do 3000 zł miesięcznie zależne od zaangażowania.
Wymagania : niekaralność, wykształcenie średnie. Mile widziana jest komunikatywność i otwartość.
Szkoda tylko, że w tym całym "pięknym" tekście nie ma ścisłości co do: zaangażowania, na czym polega praca i wynagrodzenia (bo są przypadki gdzie ludzie pracują po kilka miesięcy za darmo). Oprócz tego w Polsce działa od niecałych kilku lat a nie jak piszą od 20. Od 20 jest na świecie - i jaki świat duży, tak wiele negatywów.

Podsumowując: przestrzegam, że gdy usłyszycie o firmie "O.." uciekajcie gdzie pieprz rośnie. Jak czytałam opinie na ich temat (plus wujek z niemiec również odpowiednią rekomendację dał) to nie mogłam uwierzyć - myślałam, a taki spam. Ale teraz wiem, na własnej skórze...to jest: JEDNO WIELKIE NIEPOROZUMIENIE Z KTÓREGO MOGĄ WYNIKNĄĆ JEDYNIE TYLKO PROBLEMY.

Wybaczcie moi kochani, że robię całkowity SPAM nie w tematyce bloga, ale czuję się zobowiązana opowiedzieć swoją historię bo może uda mi się choć w kilku przypadkach uchronić biednych ludzi chcących normalnie pracować przed takimi wyzyskiwaczami. Również proszę o nieocenianie mnie, bo w końcu każdy ma prawo do błędów - choć tego akurat mogę się wstydzić.

poniedziałek, 21 października 2013

Keri Arthur - Wschodzący księżyc & Całując grzech

Autor: Keri Arthur
Tytuł: Wschodzący Księżyc & Całując Grzech
Wydawnictwo: Instytut Wydawniczy Erica
Opis książki: Riley Janson, na co dzień zatrudniona w biurze Departamentu Innych Ras w Melbourne, skrywa niezwykłą tajemnicę. Jest rzadko spotykanym połączeniem wilkołaka i wampira, ale jej wilcza natura dominuje. Nie chce być Strażnikiem, jak jej brat bliźniak, Rhoan, który musi zabijać, aby ochraniać ludzi. Jednak nie zawsze okoliczności sprzyjają naszym planom, czasem życie decyduje za nas…Zbliża się pełnia, która wilczą część Riley bierze w posiadanie i doprowadza do burzy zmysłów. 

Na obszerną serię pani Arthur miałam ochotę już jakiś czas temu. Zaintrygowana okładkami, ciekawym opisem i obszernością całej przygody nie mogłam przepuścić okazji przeczytania pierwszej części jaka nadarzyła mi się wraz z nawiązaniem współpracy z Instytutem Wydawniczym Erica. Co z tego wynikło? Czytajcie niżej.

Akcja powieści ma miejsce w bardzo odległej przyszłości, gdzie wampiry, wilkołaki i inne człekokształtne stwory są na porządku dziennym i normalnie funkcjonują w społeczeństwie ludzkim. Główną bohaterką jest Riley Janson - połączenie wampira i wilkołaka (jednak z przewagą tego drugiego), która wraz z bratem Rhoan'em pracuje w Departamencie Innych Ras w Melbourne. Mężczyzna który odziedziczył więcej ganów wampira stoi na Straży ochrony ludzi, często zabijając osoby swego pokroju. Kiedy niespodziewanie pewnego dnia Rhoan znika, a pod drzwiami znajduje obcego, nagiego wampira Rihley wie, że to początek nadciągających kłopotów. Zbliża się pełnia, a jej wilcza natura stara się dojść do głosu. Czy dziewczyna poradzi sobie z wywrotką życiową? Tak kończy się "Wschodzący Księżyc".

Tom drugi "Całując grzech" rozpoczynamy od "niejasnej" sytuacji głównej bohaterki. Riley budzi się w nieznanym miejscu: naga, z brakiem świadomości. Wie tylko tyle, że grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Leżące obok zwłoki tylko utwierdzają ją w przekonaniu, że czym prędzej musi uciekać. Jednak zanim obmyśla plan ewakuacji, zostaje zaatakowana - na szczęście wychodzi cało z opresji, uwalniając przy okazji zmiennokształtnego chłopaka o imieniu Kade. Razem odnajdują schronienie w domku leżącym na górskich stokach, gdzie czekając na pomoc zbliżają się do siebie coraz bardziej. Wszystko może byłoby idealnie gdyby nie powrót Quinna. Jak odnaleźć się w tak beznadziejnej sytuacji? Czy Riley może zaufać komukolwiek skoro nie ufa samej sobie?

Do tej pory jestem zaskoczona tymi powieściami. Oczywiście, pozytywnie. Keri Arthur może poszczycić się tym, że w zniewalający sposób połączyła paranormal roamnce z fantastyką i akcją rodem z najlepszym filmów. Pościgi, tajemnice, walka dobra ze złem w otoczce lekkiego romantyzmu tworzy kwintesencję historii która wciąga bez reszty i nie daje chwili odsapnąć. Nie ma mowy tutaj o nudzie, czy niezrozumieniu - autorka jasno nakreśla fabułę od samego początku, prowadząc czytelnika przez morze intryg i przygód w sposób prosty i nieskomplikowany. 

Arthur pisze bardzo lekko, barwnie i plastycznie. Każde miejsce można poczuć niemal namacalnie, a w każdym z bohaterów można odnaleźć cząstkę siebie przez co "Wschodzący księżyc" jak i "Całując grzech" tylko utwierdzają mnie w tym, że ta kobieta ma talent. I to nie mały. Jestem okropnie szczęśliwa, że czeka mnie jeszcze 6 tomów opowiadających historię Riley Janson, bo niesamowicie zżyłam się z tą dziewczyną. Na pozór zwykła, przeciętna, nie wyróżniająca się młoda kobieta, a tak naprawdę zagubiona wojowniczka która nie cofnie się przed niczym byle tylko ratować najbliższych.

Jak najbardziej polecam każdemu rozpoczęcie przygód z serią "Zew Nocy". Ja po dwóch tomach, wciąż czuję głód...głód czytelniczy. Ostatnimi czasy stronię od "częściówek" jednak nie żałuję, że dałam się porwać w wir zdarzeń ze zmiennokształtnymi. Prosty i młodzieżowy język w jakim pisze autorka, pozwala całkowicie oddać się czytaniu i czerpaniu z niego co najlepsze. Piękna okładki, bezbłędny druk współgrają z treścią i wywołują uciechę dla oczu. Polecam gorąco. 

Ocena: "Wschodzący księżyc" 5/6    /    Ocena: "Całując Grzech" 5/6

Książki otrzymałam dzięki uprzejmości Instytutu Wydawniczego Erica za co serdecznie dziękuję.

niedziela, 20 października 2013

Melissa Marr - Opiekunka grobów & Charlaine Harris - Kości niezgody

Autor: Melissa Marr
Tytuł: Opiekunka grobów
Wydawnictwo: Replika
Opis książki: W niezwykle spokojnym miasteczku Claysville dochodzi do brutalnego morderstwa. Maylene Barrow, kobieta pielęgnująca wszystkie cmentarze w mieście, zostaje znaleziona we własnej kuchni w kałuży krwi. Ale szeryf nie przeprowadza śledztwa. Do Claysville przybywa Rebeka, przybrana wnuczka Maylene. Z lotniska odbiera ją Byron, syn przedsiębiorcy pogrzebowego, zakochany w niej bez pamięci. Obydwoje mają za sobą osiem lat życia poza miasteczkiem, unikania siebie i rozmów o wzajemnej miłości, obydwoje też odczuwają niezrozumiałą ulgę, wkraczając w granice Claysville.
Ocena: 4/6

Z Melissą Marr spotkałam się pierwszy raz przy powieści "Królowa Lata" której niestety nie przeczytałam do końca. Kiedy ukazała się "Opiekunka grobów" postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. I opłaciło się. Opowieść o dziewczynie zawieszonej między dwoma światami wywarła na mnie pozytywne wrażenie.

Historia opowiada losy Rebeki, przybranej wnuczki Maylene która po śmierci swojej babci powraca do Claysville - małego, malowniczego miasteczka. Na dziewczynę spada obowiązek przygotowania pogrzebu, który swoją drogą nie jest taki prosty. Ciało Maylene zostało całkowicie zmasakrowane - poszarpane i pogryzione, i nikt nie wie kto za tym wszystkim stoi. Na domiar złego dziewczyna spotyka swojego dawnego przyjaciela a zarazem kogoś więcej, Byrona - syna przedsiębiorcy pogrzebowego, który od najmłodszych lat był zakochany w Rebece. Po pewnym czasie wychodzi skrywana tajemnica babci - okazuje się, że była ona Opiekunką Grobów, a co za tym idzie teraz to na Rebekę spada cała odpowiedzialność. Nie zostaje jednak sama, gdyż Byron po śmierci ojca obejmuje funkcję Grabarza a oba stanowiska okazują się być nierozerwalnie połączone. W Claysville dochodzi do kolejnych morderstw za którymi stoją "żywi umarli". Porządek zaprowadzić muszą razem, ale czy w walce dobra ze złem odnajdą miejsce na swoją miłość? 

Romantyczny horror z nutą thrillera w tle? Oczywiście. Melissa Marr świetnie połączyła te trzy gatunki literackie tworząc jedną spójną całość, która nie dość że jest oryginalna to także świetnie wpasowuje się książki które są teraz na topie. Świetnie nakreślona fabuła, niesamowicie dobrze skrojeni bohaterowie i ta nuta grozy i tajemniczości - idealne połączenie. Warto też dodać, że wątek romantyczny nie jest oblepiony cukierkowatością i przesłodzeniem, tylko dawkowany jest umiarkowanie i w odpowiednim momencie. 

Autorka ma nad wyraz lekki styl, duże przekonanie w tym co pisze i posługuje się prostym i zrozumiałym językiem co wpływa pozytywnie na odbiór powieści. Piękna okładka harmonizuje się z treścią książki, a bezbłędny i dopracowany druk cieszy oko czytelnika.

Osobiście polecam książkę na nudne, chłodne wieczory kiedy to nie wiadomo co ze sobą zrobić. Niezobowiązująca lektura idealnie sprawdzi się wśród fanów paranormal romance, ale nie tylko. Osoby szukające powiewu oryginalności, mocnych wrażeń i nowego schematu opowieści również będą usatysfakcjonowane. Moim zdaniem autorka powinna pozostać przy takiej tematyce, a historie o wróżkach i innych efach bądź skrzatach pozostawić autorom niższej rangi.

****************************************
Autor: Charlaine Harris
Tytuł: Kości Niezgody
Wydawnictwo: Replika
Opis książki: Dwa wesela – jedno byłego chłopaka – i pogrzeb członkini Prawdziwych Morderstw sprawiają, że przez kilka miesięcy Aurora „Roe” Teagarden ma bardzo dużo na głowie, choć w jej życiu osobistym wydaje się panować zastój. Po pogrzebie Roe niespodziewanie dowiaduje się, że nieboszczka Jane Engle zostawiła jej pokaźny spadek, w tym dom z pewną wyjątkowo niewygodną tajemnicą w środku. Zanim jednak zacznie w ogóle przymierzać się do rozwikłania sprawy zagadkowej zbrodni, będzie musiała ustalić, co jest nie tak z domem na Honor Street. A Jane nie zostawiła jej jasnych wskazówek...
Ocena: 3/6

Charlaine Harris nie próżnuje. Zaraz po pierwszej części ( "Prawdziwe morderstwa") autorka uraczyła nas kontynuacją przygód szalonej bibliotekarki Aurory, która wiecznie pakuje się w kłopoty. Co zmalowała w "Kościach niezgody"? 

Życie Aurory "Roe" Teagarden jak zwykle biegnie szaleńczym tempem. Jak w pewnym filmie "Dwa wesela i pogrzeb" tak i bohaterka musi stawić czoła tym dwóch sprzecznym uroczystością. Ślub byłego chłopaka i pogrzeb członkini Prawdziwych morderstw nie idą w parze, a szkoda - może wtedy byłoby inaczej. Ale nie jest. Jednak łaskawy los sprawia, że Roe dziedziczy pokaźny spadek po Jane Engle - pieniądze i dom. Wszystko byłoby pięknie gdyby nie pewien problematyczny "dodatek" w domu. Rozwikłanie kolejnej zbrodni znów staje otworem przed Teagarden - jednak tym razem już bez większej pomocy.

Kiedy skończyłam tom pierwszy nie mogłam się doczekać kiedy zasiądę do kontynuacji, a kiedy już nadszedł ten moment - nie mogłam się doczekać kiedy ta książka się skończy. Nie jestem pewna czy autorka miała jakiś zastój czy brak weny, jednak cała fabuła się nie klei a historia zawarta w "Kościach nie zgody" w ogóle nie przypomina kryminału (nie jestem pewna czy nawet koło kryminału leżała).

Wszystko w tej książce nie trzyma się kupy i jest wręcz nieprawdopodobne: bohaterka to "dorosła" osoba której "wiecznie wiatr w oczy". Prawda jest taka, że Aurora w tej części zachowuje się jak typowa Hot nastolatka a jej szczęście jest tak ogromne, tak oszałamiająco przypadkowe, że aż nie do uwierzenia. I to niedomówione: jestem starą panną, co ja mam robić z życiem. Niestety, ale ta część do mnie nie przemawia.

Plusem jest natomiast to, że autorka nie zagubiła swojego stylu i języka. Wszystko zachowane jest tak w pierwszej części, dzięki czemu nie musimy przestawiać się na nowy tryb. Okładka jak zwykle przyciąga wzrok, a zapowiedź kolejnej części daje nadzieję, na poprawę. Mówiąc szczerze, jest to książka typu: możesz nie musisz, więc jeśli masz wolny czas i nie masz co z nim zrobić a wszystkie książki jakoś cię nie przekonują - zachęcam do podróży z Aurorą i jej pokręconymi zbrodniami.

Książki otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Replika za co serdecznie dziękuję.

sobota, 19 października 2013

C.J. Daugherty - Wybrani

Autor: C.J. Daugherty
Tytuł: Wybrani
Wydawnictwo: Otwarte
Opis książki: Świat Allie legł w gruzach. Jej ukochany brat zaginął, a ona została aresztowana – kolejny raz. Rodzice podejmują desperacką decyzję o wysłaniu dziewczyny do elitarnej szkoły z internatem. Akademia Cimmeria nie jest jednak zwyczajną szkołą. Panują tu dziwne zasady, a uczniowie to w większości bogate dzieci wpływowych rodziców. Kiedy jedna z uczennic zostaje zamordowana, Allie zaczyna rozumieć, że Akademia Cimmeria skrywa mroczny sekret. Czy w jego odkryciu pomoże dziewczynie przystojny Sylvain? A może outsider Carter?
Ocena: 6/6


Światowe i najbardziej rozgłaszane premiery książkowe, zazwyczaj u mnie obchodzą się bez echa – ewentualnie okazują się totalną porażką (patrz. „Nevermore”). Przy „Wybranych” autorstwa C. J. Daugherty nabrałam większego dystansu by nie przeżyć rozczarowania i może dobrze się stało, gdyż książka wywarła na mnie jeszcze większe wrażenie i z niecierpliwością odliczam dni do kolejnej premiery – tym razem, części drugiej.

Historia opowiada losy Alle Sheridan, nastolatki która po zaginięciu brata zmienia się nie do poznania. Niegdyś szczęśliwa, uśmiechnięta teraz zamknięta w sobie buntowniczka która co rusz ma na bakier z prawem nie radzi sobie sama ze sobą. Wydalenie ze szkoły i kolejne już aresztowanie skłaniają jej rodziców do podjęcia radykalnych środków wychowawczych i umieszczają Alle w prestiżowej Akademi Cimmeria. Szkoła, położona w lesie na całkowitym odludziu łączy w sobie luksus i elitę najlepszych uczniów ale także odcięcie od świata (brak telefonów, internetu, komputerów), mrok i tajemnice. Z ogromnym żalem Alle żegna się przyjaciółmi i stara się zaklimatyzować nowym miejscu. Jednak nie jest to takie proste. Inne dziewczyny nie darzą jej sympatią, wyśmiewają i drwią. Oparcie znajduje w Sylavainie – najprzystojniejszym chłopaku w szkole, oraz Jo – dziewczynie z którą się zaprzyjaźnia, zaraz po wspólnym spóźnieniu na lekcje. Do grupki jej znajomych dołączają również: Gabe (chłopak Jo), Lucas, Lisa i Ruth. No i Carter. Bardzo denerwujący (według Sheridan) wygadany i mający swoje własne zdanie na temat szkoły, chłopak która pojawia się nagle i miesza dziewczynie w głowie. Czas płynie niepostrzeżenie, a spokój zostaje zakłócony śmiercią jednej z uczennic. „ Gdy wszyscy wokół kłamią, komu zaufasz?”.

Wybrani” pierwszy tom, otwierający trylogię autorstwa C.J. Daugherty jest debiutem, co do tej pory mnie dziwi. Ksiązka powstała dzięki zafascynowaniu C.J. naturą przestępców (jako ciekawostkę warto podać, że w wieku zaledwie 22 lat widziała pierwsze martwe ciało, pracując wtedy jako reporter kryminalny) i okazała się bestsellerem wszech czasów, ustawiając się w kolejce do serialowej adaptacji.

Poświęciłam tej książce naprawdę wiele uwagi, skupiając się na każdych detalach i starając się wyciągnąć z niej jak najwięcej plusów i przyjemności. Nie było to wcale takie trudne, gdyż powieść łączy w sobie wszystko to, co powinna posiadać literatura tzw. „złotej półki”: tajemnice ukryte w niesamowicie barwnej i konkretnej fabule z przepięknym plastycznym tłem, bohaterów którzy są różnorodni pod każdym względem (od wyglądu po najdrobniejsze szczegóły charakteru) oraz stylem: lekkim ale za razem eklektycznym.

Daugherty pisze prosto, młodzieżowo, przekazując historię tak by nie wprowadzić w błąd, nie zagmatwać ale zarazem zaciekawić i wbić w fotel, dzięki czemu „Wybranych” czyta się łatwo i przyjemnie. Muszę również wspomnieć o ogromnym talencie graficznym projektantów okładki wydawnictwa Otwartego: powiew świeżości i oryginalności jakich teraz mało. Bezbłędny druk, wszystko dopracowane tak jak poziom książki. Ogromne brawa.

Podsumowując: jest to książka obok której nie da się przejść obojętnie. Osobiście nie mogę doczekać się kiedy zasiądę do tomu drugiego i ponownie przeniosę się w mury Akademii by przeżywać tajemnicze i mroczne przygody wraz z Alle i jej ekipą, kiedy znów dam się oczarować nieziemsko przystojnemu Sylavainowi i zreflektuje przy rozgadanym Carterze, ale przede wszystkim nie mogę doczekać się tego cudownego uczucia jakim jest euforia czytelniczka posiadając w ręku książkę najwyższej klasy. Polecam gorąco.


Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Otwarte za co serdecznie dziękuję.

sobota, 28 września 2013

Stosik 3 + informacja

Witam,

jak widać "chwilowe" nieobecności się mnie trzymają -.-
Przeprowadzka do Poznania, zaczęcie nowego życia ciągnie za sobą masę obowiązków a co za tym idzie - pojawia się brak czasu którego nienawidzę z całego serca. Jednakże, wszystko wychodzi na prostą (postęp: ogarnęłam całą komunikację miejską, uczelnię i miasto) a sprawy zaległe zostały już pozałatwiane. 
By przypomnieć wam o swojej skromnej osobie przedstawiam wam wrześniowy mini stosik który czeka na opisanie. 
Zapraszam:

 Od góry po lewej stronie:

* Iwona Michałowska „Arkadia” (od wydawnictwa Videograf)
* Anna Głomb „Śmierciowisko” (j.w.)
* Anna Fincer-Ogonowska „Zgoda na szczęście” (od portalu Szuflada)
* Tamma Webber „Tak blisko…” (z wymiany)
* Albert Wass „Czarownica z Funtinel” (od wydawnictwa Świat Książki)
* Alison Sinclair „Światłorodni” (od wydawnictwa Bellona)

Od góry po prawej stronie:
 
* Gena Showalter „Alicja w krainie zombi” (od wydawnictwa Mira)
* Anna Łacina „Miłość pod psią gwiazdą” (od wydawnictwa NK)
* Richell Mead „Złota lilia” (j.w.)
* Dariusz Rekosz “Pocztówka z Toronto” (od portalu Nakanapie.pl)
* Jason Miller „Podręcznik Magii ochronnej…” (od wydawnictwa Studio Astro)
* Lisa Williams „Nieśmiertelność duszy” (j.w.)
* Henryk Rekus "Astrologia zodiak” (j.w.)
* Wielki sennik współczesny (j.w.)

Oprócz tego nawiązałam współprace z wydawnictwem zajmującym się nauką języków (mój wybór oczywiście padł na angielski) co zaowocowało 6 egzemplarzami ostatnich numerów gazetek. 

Wyczekujcie cierpliwie moich nowych recenzji. 
Wracam niebawem.

Wasza 
Laryska

poniedziałek, 2 września 2013

William Irwin (i inni) - Igrzyska śmierci i filozofia oraz Gra o Tron i filozofia

Autor: William Irwin i inni
Tytuł: Igrzyska Śmierci i filozofia
Wydawnictwo: Editio
Opis książki: Rozrywka może być niebezpieczna. Programy takie jak Big Brother czy Top Model udowodniły, że nasze zamiłowanie do podglądactwa może zamienić się w niebezpieczną rozrywkę. Postapokaliptyczny świat Panem nie jest wcale tak bardzo odmienny od naszej rzeczywistości, a jego głębsza analiza otwiera nam oczy na wiele zwykłych, codziennych problemów.

Ocena: 5/6

Z natury jestem osobą która wszędzie się dopatrzy drugiego dna - czy to w życiu, czy w filmie bądź literaturze. Właśnie dlatego tak często sięgam po przysłowiowy filozoficzny bełkot z nadzieją, że moje przypuszczenia się sprawdzą a wszelkie wątpliwości zostaną rozwiane. Z William'em Irwin'em spotkałam się już niejednokrotnie i tak jak w poprzednich książkach tak i tutaj w "Igrzyskach Śmierci" spisał się na medal. 

Licząca zaledwie 237 stron książka łączy w sobie siedem obszernych rozdziałów, które to zazwyczaj dzielą się na 2-3 mniejsze podrozdziały. W swoich przemyśleniach znani autorzy torują czytelnikom filozoficzną drogę od każdego Dystryktu aż po sam Panem z zamiarem przybliżenia i zrozumienia głównego motywu i fenomenu całej trylogii Suzanne Collins. Na początku można odnieść wrażenie, że książka będzie skupiała się głównie na filmie, jednak są to tylko błędne pozory. Wśród całej mieszaniny tematów jakimi zajmuje się ekipa twórców mamy jeden motyw przewodni - przysłowiowe podlądactwo. Skąd zamiłowanie ludzi to oglądania czyjegoś życia? Skąd się bierze zainteresowanie sprawami innych? I najważniejsze - dlaczego bardziej raduje nas ludzka tragedia niż szczęście? Na te pytania i wiele innych znajdziecie odpowiedzi właśnie w tej lekturze.

Naprawdę mam ogromną słabość to pióra Pana Irwina (ok, tutaj jest on tylko koordynatorem ale widać ten wkład) i za każdym razem jego książki bardzo mnie satysfakcjonują. Wśród ogromnej ekipy która przyłożyła rękę do powstania tej lektury mieszanina stylów i języka jest wręcz niewyczuwalna. Mamy nieskomplikowaną, wolą od psychologicznych i filozoficznych terminologii książkę, która swoją bogatą zawartością przekonuje nas, że w każdym z tomów znajduje się coś jeszcze do odkrycia.

Na pewno jest to pozycja dla osób które znają już całą trylogię w wersji papierowej - znajomość filmowa niewiele wam pomoże. Mi osobiście bardzo się podobało i zamierzam jeszcze nie raz wrócić do tej lektury kiedy dostrzegę coś co mogłoby mieć swoje drugie oblicze. Lekka, niezobowiązująca poczytajka na wolne chwile - ale bezbłędnie wydana, i wysoko ceniona. Polecam

******************************************
Autor: William Irwin i inni
Tytuł: Gra o Tron i filozofia
Wydawnictwo: Editio
Opis książki: Nadchodzi zima. Wichry wieją z północy, gdzie schroniły się pradawne rasy i żyją starzy bogowie. Minęły już lata pokoju i możnowładcy zaczynają grę o tron. Siedem Królestw pogrąża się w odmętach straszliwej wojny, w której stawką jest Żelazny Tron, czyli władza absolutna. Tymczasem na dalekiej północy budzi się starodawne zło, za Murem w siłę rosną demony…

Ocena: 4-/6

Zaraz po "Igrzyskach Śmierci" zasiadłam za nieco mniej lubianą, aczkolwiek bardzo znaną tematykę jaką jest książka "Gra o Tron". By zyskała coś więcej w moich oczach postanowiłam zapoznać się z jej drugą stroną, a wybór padł na kolejne dzieło Pana Williama tym razem pod patronatem gdzie "Słowo tnie głębiej niż miecz". Czy to się sprawdziło? Nie do końca....

O tej książce ciężko mi cokolwiek powiedzieć. Kiedy czytałam jej liczne rozdziały i mniejsze podpunkty miałam mieszane uczucia. W jednej chwili mówiła: tak, to jest to - wreszcie zrozumiałam; a w innej: Boże, co za beznadzieja. Dwóch autorów i jakże kiepskie i niejasne spojrzenie. Wszystko kręci się głównie wśród bohaterów - mamy najróżniejsze ich oblicza, analizowanie słów, postaw, ubiorów a nawet tego jak patrzą. Niestety, ale wieje tutaj nudą. Ogromnym plusem jest jednak to, że autorzy skupili się nie tylko na powieściach ale i na genezie serialu, który swoją drogą odbiega wreszcie od normy wampirowych serialików jakich teraz pełno w telewizji. Nie da się sklasyfikować tej powieści jako rewelacja/dno. Bardziej pasuje tutaj stwierdzenie: szału nie ma, ale potencjał jest.

Podobnie jak w poprzedniej książce tak i tutaj mamy lekki i prosty styl, bardzo zrozumiały język i brak encyklopedycznego bełkotu. Jest miło, fajnie i z pomysłem jednak niekiedy zbyt ogólnikowo. Za mało jest tutaj frywolności - można by powiedzieć, że topornie (cóż się dziwić, jaka seria książek/serial taka i filozofia) autorzy przedstawiają nam całokształt wszystkiego. Ale po mimo tych małych mankamentów da się czytać.

Z tą poczytajką również spędziłam kilka miłych godzin, nabrałam większej ochoty na czytanie poszczególnych tomów jak i na zasiądnięcie do serialu o którym słyszę same pozytywne opinie. Na pewno tak jak i poprzednio, jest to książka dla fanów, osób interesujących się filozofią i lubiących analizować to co jeszcze nieodkryte. Reszcie odradzam z czystym sumieniem mówiąc: są lepsze i bardziej godne uwagi książki niż te tutaj dwie jakie prezentuję.

Książki przeczytałam dzięki uprzejmości wydawnictwa Edito za co serdecznie dziękuję.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

I dwa lata minęło...jak jeden dzień...ogłoszenie wyników konkursu!

!Witam kochani!

Tak jest. Nadeszła wreszcie wiekopomna chwila a mianowicie - DRUGIE URODZINY BLOGA.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele to dla mnie znaczy. I sama nie wiem od czego zacząć. Ten rok był najbardziej zwariowany i pod względem czytelniczym jak i prywatnym. Przeszłam załamanie nerwowe, kryzys blogowy, złamane serce i rewolucję życiową ale jak widać - wróciłam, dalej czytam i piszę i nie zamierzam tego zmienić.
W ciągu całego roku udało mi się przeczytać około 200 książek najróżniejszej tematyki - jedne były lepsze inne gorsze, ale niczego nie żałuję bo każda książka coś wniosła do mojej głowy. Nawiązałam około 8 nowych współprac z wydawnictwami. Opublikowałam około 140 recenzji na blogu. To dla mnie samej nie lada wyczyn. 
Czas mija a książki nadal pozostają moją miłością na równi z muzyką i pisaniem. Pomimo przeciwności losu zawsze do nich wracam i jestem pewna, że tak zostanie do końca moich dni.
Jako iż jest to moje? (no dobra, bloga) święto chciałabym złożyć kilka podziękowań:

- Dziękuję moim najbliższym przyjaciółkom i przyjaciołom - Nastka, Aga, Paulo, Przemek - to dzięki Wam moje życie nabiera kolorów, a kiedy przychodzi chwila zwątpienia to właśnie Wy kopiecie mnie w tyłek i mobilizujecie do działania, wspieracie i jesteście ze mną. Kocham Was z całego serca :*

 - Dziękuję mojej mamie która, cierpliwie znosi naloty listonoszy i kurierów z coraz to nowszymi czytadłami  a później pomaga mi segregować i układać książki - jesteś jedyna :*

- Dziękuję wydawnictwom - wszystkim bez wyjątku - tym z którymi współpraca trwa, ale i tym z którymi się współpraca zakończyła. Dziękuję Wam za szansę, ogromne zaufanie i pomoc w samodoskonaleniu się :*

- Przede wszystkim dziękuję WAM moi drodzy CZYTELNICY - dziękuję Wam z całego serca za oddanie, za każdy komentarz, za każde wejście i przeczytanie moich "recenzji". Jesteście jedyni i życzę Wam wszystkiego co najlepsze. Mam nadzieję, że będzie ze mną przez kolejne lata. Dziękuję raz jeszcze :*

- I (tutaj błysnę skromnością) Dziękuję Samej Sobie - za to, że chociaż jestem leniwa, mało stabilna i z tą silną wolą również cienko bywa, to jednak to co zaczęłam - robię nadal. I chcę to kontynuować jeszcze przez bardzo, bardzo długi czas.

Jeśli chodzi o podziękowania - to tyle. Z okazji 2 urodzin bloga chciałabym dać Wam wszystkim szansę na bliższe poznanie mnie, dlatego pod tym postem możecie zostawić po 2 pytania (obojętnie jakie) a ja w następnej notce opublikuję odpowiedzi. Zapraszam was również na mojego FB, Aska.fm oraz Gochta.in - lajkujcie, pytajcie, rozmawiajcie.

Od października zaczynam studia, trochę się boję jak będzie wyglądał mój plan, czas wolny i wszystkie obowiązki więc na pewno musicie szykować się na mniejszą ilość recenzji. W połowie września muszę się przeprowadzić, ale obiecuję że każdą wolną chwilę poświęcę dla Was i dla Bloga.

To chyba by było na tyle, czas przejść do wyników konkursu.
Spośród masy zgłoszeń ciężko było wybrać najlepsze prace, jednak dzięki pomocy przyjaciółki cel został osiągnięty. Miło jest mi ogłosić, że zwyciężcą urodzinowego konkursu jest:
WERONIKA WALTER z bloga Kto Czyta Książki Żyje Podwójnie
GRATULACJE!!
Twoja praca powaliła mnie na kolana - w następnej notce zostanie ona opublikowana na blogu. Czekam na dane do wysyłki książek.

I to by było na tyle. Nie będę już zanudzać i przynudzać. Czekam na pytania a tym czasem podzielę się z wami dwoma zdjęciami z ostatniej sesji zdjęciowej na jaką dałam się namówić. 

Buźka 
Larysa